Willa Port w Ostródzie

24.09.2021r.

Tak, mam tzw. rułę, czyli powolne zabieranie się do niektórych rzeczy poza oczywistymi, jak sprzątanie czy wyniesienie śmieci. Najczęściej do pisania artykułu lub opinii też się biorę, jak już połowę rzeczy zapomnę… Obiecuję sobie robić notatki, ale potem je gdzieś stracę, nadpiszę, usunę, więc i tak pozostaje mi tylko liczyć na moją zawodną pamięć.

Tym właśnie sposobem przechodzimy do bonusowego artykułu, czyli recenzji Hotelu Willa Port w Ostródzie. Nie, nie, to nie kolejny urlop, ale opis jeszcze z pierwszego wyjazdu, bo z Pałacu Romantycznego przenieśliśmy się na Mazury!

Większość wrażeń będzie więc przeciwna do tego, co było wcześniej, bo tak się fajnie porównuje, toteż zalecam przeczytanie wcześniejszego artykułu, aby było łatwiej wszystko zrozumieć. Ale nie jest to konieczne.

Pierwsze wrażenie bardzo dobre. Wszystko ładnie i schludne (dopiero potem zauważyliśmy, że jedna część hotelu z zewnątrz powinna zostać naprawdę porządnie umyta). Przestronny hol, ładny wystrój bez zbędnego natłoku ozdóbek czy innych dupereli.

Obsługa bardzo miła w recepcji, ruszam więc do pokoju. Bardzo klimatyczny korytarz, taki ciemny, ze świeczuszką palącą się na stoliczku. Dupa, okazało się, że światło nawaliło i nikt tego nie naprawił, przez prawie tydzień, choć problem z oświetleniem został zgłoszony.

Dygresja: w biurowcu, gdzie pracuję, też potrzebowali trzech miesięcy, aby naprawić czujkę od światła, więc może faktycznie to nie takie proste? Co ja się tam znam na elektryce, tylko robię „klik, klik” na komputerze… Prawdziwej roboty bym się chwycił…

Wracając do urlopu: mimo klimatycznego mroku na korytarzu do pokoju jakoś trafiłem. Duży i przestrzenny, to lubię! Do tego balkon z huśtawką oraz krzesłami i stoliczkiem, też na plus. Sejf w pokoju, choć bałem się, że będzie jak w Pałacu – jedno jest napisane na Booking.com, a co innego się zastaje na miejscu…

Gniazdka przy łóżku, cywilizacja, ale też jakiś paraliż, po jednym z obu stron i nigdzie więcej. Czy to jakaś plaga? Dziś naprawdę wszystko wymaga prądu! Telefon, zegarek, szczotka do zębów, a jeszcze laptop podpiąć? No i nie ma zmiłuj, trzeba z łóżka pracować, bo przy biurku znowu tylko jedno gniazdko, zakamuflowane za telewizorem, żeby nikt go nie ruszał przypadkiem.

Chciałbym już przestać o tym prądzie, ale zastanowiła mnie jedna rzecz. Oczywiście minibarek, czyli lodóweczka, wyłączał się, jak nie było włożonej karty. Rozumiecie to!? Albo jakimś cudem nigdy nie zauważyłem, albo to pierwszy taki przypadek. Jaki sens ma lodóweczka, która przestaje działać, gdy się wyjdzie z pokoju?! Wyjście odcina prąd wszędzie, a nawet sejf był na baterie! (też to chyba przeoczyłem wcześniej lub nigdy takiego rozwiązania nie było).

Elektryk ze mnie żaden, elektronik niedoszły, ale to chyba nie jest aż tak trudne, aby urządzenia typu minibarek czy sejf były cały czas pod prądem!? Człowiek chce zimnego piwka po ciężkim dniu urlopu, a tu dupa zbita: ciepłe piwo!

Tradycyjnie już: znowu pokój miał drobne ślady zużycia, które można by było zamaskować, ale wiadomo – Covid itp. więc tylko wspominam, a nie wypominam.

Łazienka duża, jej aranżacja przemyślana, dużo półeczek i miejsca, aby poodkładać graty. Na plus!

Teraz będę jednak szalenie mocno chwalić, więc proszę zapiąć pasy.

Śniadania były obłędne! Zacznę od tego, czego nie jem, czyli płatków. Do wyboru było chyba z piętnaście rodzajów, do tego można było sobie wsypać liofilizowane maliny, orzechy, migdały itp. Wybór słodkości również niczego sobie: pączusie zwykłe i te z dziurką, babeczki jasne lub czekoladowe, francuskie rogaliki, tradycyjne babki, bezy w różnych kolorach!
Owoce? Zawsze sześć, siedem różnych rodzajów.

Przeróżne ryby w zalewach, wędzone, warzywa świeże, kiszone lub smażone, do tego grzybki, różne sałatki, pasty. OBŁĘD (pomijam klasyki jak jajecznica, smażony boczek, platery szynek lub serów). Do tej pory najlepsze śniadania były bezapelacyjnie na Malcie, ale tutaj poziom może ich nie pobił, ale im dorównał! Naprawdę rewelacja, nie chciało się wychodzić. Wada była taka, że to tylko restauracja śniadaniowa…

Problemem była druga hotelowa restauracja. Nie wiem, jak można tak rozczarować gościa. Jeśli w Pałacu Romantycznym czepiałem się, że było TYLKO okej, a powinno być wybitnie, tak tutaj było naprawdę słabo. Wielka szkoda. Spróbujmy jednak znaleźć jakiś plus. Porcje były duże i smaczne. Za to brudne obrusy, wysoka cena, pretensjonalna i nieudana finezja. Wielka szkoda, bo po takich śniadaniach serwowanych obok człowiek liczył na znacznie więcej.

Najedzeni, więc pora na strefę SPA. Jerona, znowu będę księżniczkować… Brak szatni, ręcznik i szlafrok trzeba odwiesić na wieszaki na basenie, tylko że wieszaki ledwie dwa. Basen mały, ale i ludzi było mało, więc ufarciło się hotelowi, jednak to duży obiekt i gdyby zeszło więcej gości, byłoby bardzo ciasno.
Samo pomieszczenie w połowie przeszklone, więc zaduch i grzanie mojej glacy nie uprzyjemniało pobytu. Walka o miejsce w cieniu albo takie, gdzie słońce nie świeci w oczy.

Tak więc tutaj też wiele można ulepszyć moim zdaniem.

Szóstek!

Śląska KsiężcznikaŚląska KsiężcznikaŚląska KsiężcznikaŚląska KsiężcznikaŚląska KsiężcznikaŚląska Księżcznika

Galeria

Zdjęcia też gubie... Willa Port Willa Port Więcej tym razem profesjonalnych zdjęć tutaj: https://www.willaport.pl

Zapraszam do kontaktu oraz współpracy wydawców dużych i małych, twórców i fascynatów gier planszowych poprzez e-mail slaskaksiezniczka Małpa gmail Kropka com lub bezpośrednio na .

Strona wykorzystuję pliki cookies w celu analizy ruchu na stronie, funkcji społecznościowych oraz narzędzi marketingowych. Szczegóły znajdziesz w polityce cookies.
Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Tak | Nie